Moje miasto Ryki‎ > ‎Galeria‎ > ‎Ludzie‎ > ‎

por.pil.Jerzy ŁAGOWSKI

 
 

por.pil.Jerzy Mieczysław ŁAGOWSKI.Pilot I klasy .103 Pułk Lotniczy WSW-Warszawa.Ukończył WOSL w 1978 roku.Zginął na samolocie AN-2 w dniu 16.07.1986 roku o godzinie 12.37 w locie z pocztą specjalną w m.Krzyż obok  Choszczna.Pochowany na cmentarzu w Rykach.Wraz z nim zginął chor.pil.Tadeusz OWCZAREK*

 
 Jurek ŁAGOWSKI pochodził z mojej ulicy.Znaliśmy się od dziecka.Razem chodziliśmy do szkoły podstawowej.Najpierw do starej potem już do nowej. 
J
Rok 1959.Klasa 2 A nad Buksą.Wychowaczyni p.CELEJOWA. Jurek (stoi ósmy z lewej) nad Jadzią KWAPISZÓWNĄ i Halinką ĆWIKLAKÓWNĄ (tą z kokardą).

Budowaliśmy modele samolotów.Z jego utalentowanym bratem Romkiem,dzisiaj konstruktorem,wymienialiśmy między sobą gotowe modele.Pamiętam,a było to już w nowej szkole, rozzłoszczony pan Bełdyga wyrzucił mnie i Jurka „po matkę”.Wałęsaliśmy się po parku i po stadionie i wtedy nadleciał kukurużnik i sypał ulotki.Obaj biegaliśmy za nimi jak szaleni.

Obaj (z dziewczętami)trzymaliśmy wartę honorową przy odsłonięciu tablicy pamiątkowej w  nowej szkole 20 listopada 1961 roku.Na zdjęciu Jurek i młodsza Tarkówna,siostra Eli.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Jurek skończył Technikum Mechaniczne i to ja przepisywałem mu pracę dyplomową  na starej  maszynie pożyczonej od kolegi z Jarmołówki.
Potem długo nie mieliśmy ze sobą kontaktu.Aż do maja 1970 roku kiedy to spotkaliśmy się w Szkole Chorążych Lotnictwa w Dęblinie.On już był starszym żołnierzem ja miałem za sobą dopiero półroczną służbę.Spotykaliśmy tam także z modelarza z Ryk, Pietrasiaka z Jarmołowki,który odbywał na lotnisku służbę zasadniczą.Zapamiętałem na całe życie zaprawy poranne na płycie lotniska prowadzone przez wrzeszczącego sierżanata,który  towarzyszył nam na rowerze.Razem chodziliśmy na zajęcia do przepełnionych sal.Dla mnie najnudniejszymi były zajęcia z topografii na których drzemałem siedząc na podłodze pod oknem ...
Tak się stało,że moja kariera kadeta nie trwała długo.Sam zrezygnowałem i po okropnych krzykach jakiejś komisji siedzącej przy bardzo długim stole i straszącej mnie aresztem,z duszą na ramieniu opuściłem SCH.
Jurka spotkałem po kilku latach na ulicy,koło szkoły.Mówił,że jeszcze trochę "polata" w wojsku i będzie się starał o przyjęcie do LOTu.Opowiadał,że raz się spocił w Bieszczadach,we mgle.Pamiętam jego słowa;”Tak długo jak silnik pracuje nie ma się czego bać!”

Podobno właśnie silnik An-2 przestał pracować i Jurek z kolegą próbowali lądować na łące.Drogę lądowania przeciął im rów melioracyjny......


 

*Lech Kubacki  Antologia pilotów wojskowych poległych w latach 1945-2000.Radom 2002

Comments