"Kocioł" w szynku u Gałeckich

W  październiku 1939 Niemcy wydali rozporządzenie:
”Wszyscy urzędnicy Policji Polskiej a również oficerowie Policji Polskiej,którzy w dniu 1 września 1939 roku pelnili służbę powinni sie zgłosić do dnia 10 listopada ,bez względu na ich poprzednie  miejsce służbowe w najbliższym urzędzie Policji Niemieckiej lub w starostwie Niemieckim.Urzędników nie stosujących się do niniejszego wezwania spotykają najsurowsze kary.” ,(pisownia oryginalna)

 Tzn. groziła kara śmierci lub wysyłka do obozu koncentracyjnego.Ale chociaż wielu zgłosiło się na rozkaz Niemców,szacuje się, że i tak ok. 30 proc. granatowych policjantów ściśle współpracowało z polskim podziemiem.
Przedwojenny plutonowy Policji w Rykach Paweł Gałecki był zmobilizowany we wrześniu 1939 roku i dlatego nie został granatowym policjantem. W czasie całej okupacji  Gałecki nie był nigdzie zatrudniony,a tylko pomagał żonie w prowadzeniu restauracji lub jak się wtedy mówiło „szynku”,który mieścił się w pożydowskiej kamienicy przy Starym Rynku pod numerem 56.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Dom w którym był szynk pp.Gałeckich. Przed szynkiem stoją ‘zaparkowane” wozy konne.

W prawo od domu rozebrane po wojnie budy żydowskie


kamienicy przy Starym Rynku pod numerem 56.

Trudno dzisiaj ustalić,kiedy Gałecki zaangażował się w pracę konspiracyjną.Ale wiadomo,że jego dom stał się wkrótce nie tylko punktem kontaktowym i miejscem zebrań ruchu oporu,ale także składem broni urządzonym w piwnicy.Gospodarz zajmował się wywiadem i przekazywał informacje do oddziału „Orlika”.Do AK należała także i jego żona Zofia z d.Arciszewska.
Na wiosnę 1946 roku na skutek doniesienia,przez któregoś z konfidentów UB,punkt kontaktowy u Gałeckich został zdekonspirowany.UB urządziło tam
 „kocioł”. Towarzyszyły temu następujące okoliczności.Na polecenie „Orlika” została do Ryk sprowadzona z Łobezu koło Szczecina polowa drukarnia ,na której miano w Rykach drukować ulotki konspiracyjne.Niestety,rycki zecer zachorował i drukarnia stała jakiś czas nieczynna.Nowego zacera znaleziono w Lublinie i właśnie tego dnia przewożono go do Ryk na punkt kontaktowy w restauracji Gałeckich.

 „W Rykach był dzień targowy i na ulicach było dużo ludzi,a punkt kontaktowy znajdował się w jakimś sklepie czy lokalu.Po wejściu do tego sklepu zauważyła „Jasna” trzech czy czterech mężczyzn,dziwnie ubranych(jak ubowcy w cywilu) siedzących przy stoliku i obserwujących przychodzących klientów.Podeszła „Jasna” do właścicielki za ladą i podała jej hasło.Nie otrzymała jednak odzewu,ale zauważyła,jak ruchem oczu właścicielka sklepu wskazuje jej na mężczyzn  przy stoliku.”Jasna” chwyciła zecera za rękę i wyskoczyła z nim przez drzwi sklepu na chodnik” *

Ubowcy wyskoczyli za nimi strzelając,ale dzięki tłumowi ludzi i ruchowi jarmarcznemu udało się im uciec.Zecer szczęśliwie powrócił do Lublina,ale już do Ryk nie chciał przyjechać.

Rodzina Gałeckich musiała szybko opuścić miasto.Zgromadzili  wszystkie swoje meble do pokoju nad restauracją i wyjechali na Ziemie Odzyskane.Zamieszkali później we Wrocławiu.
W pomieszczeniu dawnej restauracji otworzyła sklep tekstylny p.Apolonia Kamińska (żona Jana Kamińskiego,również członka AK) Kiedy sklep zlikwidowano dom kupił p.Stanisław Skwarek.Jeszcze do późnych lat 50-tych w pomieszczeniu restauracji zachowała się lada sklepowa.

 

Stary Rynek 56 dzisiaj

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Podobne zdarzenie miało miejsce w drugim szynku na ul.Żelechowskiej u p.Gregorczyka.
Mówiło się „U Grzegorza”. W czasie strzelaniny została ranna w nogi właścicielka pani Gregorczykowa i już do końca swojego życia nie chodziła.Na pewno starsi pamiętają ją siedzącą w restauracji przy oknie,za firanką.Za pomocą lusterka na parapecie obserwowała nadchodzących przechodniów.I tak przesiedziała dziesiątki lat.

 

Ulica Żelechowska (Poniatowskiego)Po lewej stronie bramy był szynk „U Grzegorza” po prawej sklep warzywniczy p.Borysa Smólskiego
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 *Jerzy Jurkiewicz „Junacz” ,Z Tarnopola do oddziału „Orlika”.str75
Comments