Ulica Św.Leonarda 33/34

   Wszystko ma swoja przeszłość. Oczywiście stare domy również. I nie muszą to być domy historyczne, pamiątkowe, ciekawe ze względów architektonicznych czy estetycznych. Nad powstającymi, nowoczesnymi budowami maja one jednak jedną, ważną przewagę. A to fakt, że posiadają już historię.
   Co by nam opowiedziały istniejące do dziś stare ryckie domy, świadkowie historii, o naszym mieście i ich mieszkańcach? A domy, których już nie ma? Tak jak dom, na którego miejscu powstaje hala sportowa?

   Dom ten-dawniej przy ulicy Św. Leonarda (nazwanej od kapliczki przy niej położonej), oznaczony numerem 33/34  zbudowany był w roku 1926 przez Żyda KUJAWSKIEGO, prawdopodobnie Joska. Drugą połowę tego domu zajmował żydowski kowal Motek. 

Po prawej stronie sąsiadował z domem Majlecha BLAJCHMANA (później OSTAŁOWSKICH) a po lewej stronie z domem Żyda NAJA, który prowadził delegaturę loterii.
   Rodzina Kujawskich znana była z tego w Rykach, że trudniła się stolarstwem, wyrabiała meble. Drugi z Kujawskich miał warsztat na ulicy Kanałowej 22. Był jeszcze trzeci Kujawski mieszkający na ulicy Wylot 22. Na ulicy Św. Leonarda  33/34 warsztat stolarski mieścił się w suterenach dziś rozebranego już domu.
   Mój dziadek, Ludwik Skwarek, który  miał w swoim warsztacie tokarnię, toczył  dla Kujawskich różne części do wyrobionych przez nich mebli. A mój ojciec, będąc u niego czeladnikiem stolarskim, te części odnosił Kujawskim.
   Po wojnie dom znalazł się w rękach gromadzkiej rady a następnie został odkupiony. Zamieszkała w nim w jednej z jego strony, rodzina CYMBALSKICH. Do drugiej połowy domu przeprowadziła się rodzina pana Feliksa JURKOWSKIEGO, żołnierza spod Monte Cassino, której dom na ulicy Łąkowej, spłonął pod koniec wojny. Często, jak to kiedyś było zwyczajem, przeważnie w soboty i niedziele, mieszkańcy domu wysiadywali na wyniesionych przed dom krzesełkach, obserwując życie na ulicy. I tak działo się na całej ulicy bez wyjątku. Od sklepu pani Michalikowej (dzisiejszy pawilon) aż do Domu Ludowego.
   Jak widać na zdjęciu z 2004 roku w części domu KUJAWSKICH, później JURKOWSKICH, przez jakiś czas mieścił się sklep.
   Rodziny KUJAWSKICH i kowala Motka, tak jak prawie wszystkie ryckie żydowskie rodziny zginęły w czasie Zagłady.

   Nie związana z tym domem bezpośrednio, ale raczej z uliczką obok, prowadzącą do sutereny domu OSTAŁOWSKICH, jest postać pewnego człowieka. Myślę, że zasługuje ona na przypomnienie. Był Węgrem i mówiliśmy na niego Franek. Podobno jako żołnierz  armii węgierskiej, która podlegała armii niemieckiej, w obawie przed karą w ojczyźnie za swoją służbę wojskową, pozostał po zakończonej  wojnie w Polsce. Z Warszawy sprowadził go do Ryk mieszkający na Karasiówce Alfred OMERUKO-FREJ, syn generała brygady Bolesława FREJA.
  Na początku lat 60 w piwnicznych pomieszczeniach stojącego obok domu OSTAŁOWSKICH (BLAJCHMANA). urządzono tzw. pralnię chemiczną, prowadzoną przez Ferenca HERCZKA.W komórce obok umieszczony był ręcznie napędzany bęben, w którym prano wszystko: od oficerskich mundurów z Dęblina po ryckie firanki. Podobno nie było takiej plamy na ubraniu, której by Franek nie potrafił usunąć. Do tego posługiwał się starą, niemiecką księgą, która podawała recepty na usuwanie wszystkich rodzajów plam.
  Ferenc był bardzo skromnym, dobrym i uczciwym człowiekiem, ale pochodzący z „narodu winopijców” nie wylewał nic za kołnierz. Pralnia właśnie dzięki przyjaznemu usposobieniu pana Franka była często miejscem spotkań starszej ryckiej młodzieży a nawet i dzieci. Działała kilka lat. Po niegroźnym wypadku Ferenca zatrudniono w nowopowstałym ryckim szpitalu, również w pralni. Po jakimś czasie przeniósł się do Warszawy, gdzie zmarł.
                                             ********

Dom przy ulicy Św. Leonarda 33/34 niedawno rozebrano. Jest tam nowoczesna hala sportowa.
Zaczyna się tworzyć nowa historia...



Dziękuję Tadeuszowi CYMBALSKIEMU za udostępnienie informacji.
Na zamieszczonym zdjęciu  przed bramą zamykającą wspomniana uliczkę stoi Paweł CYMBALSKI

Comments