Wiersz o Rykach

Estera Anglister-Szternberg.Nowy Jork

 

 



Moje zniszczone miasteczko

Umieram z tęsknoty,kiedy zaczynam
Wspominać miasteczko,gdzie stała moja kolebka,
Dom w którym oczy mamy zachodziły łzami,
Kiedy nad moją głową szeptała psalmy.

Pamiętam pieśń i radość małych dzieci
Płacz i smutek wszystkich
.
Czwartki,kiedy na jarmark przyjeżdżali handlarze,
Kupcy,krawcy i szewcy zajmowali swoje miejsca.
Stolarze,blacharze,czapnicy i inni rzemieślnicy,
Którzy ciężko pracowali
 ostatkiem sił,
Wystawiali na targu swoje towary.

Twarz zasypał mi popiół mojego zniszczonego miasteczka,
I wszędzie prześladuje mnie cień Ryk.
Widzę studnię
  na środku rynku
I dziewczęta nabierające z niej wodę.

Hersz-Lejb
,niania ,jego żona,
Dźwigali wiadra z wodą gospodarzom,
W spiekotę,w deszcz,w mroźne zawieruchy
Pracowali ciężko przygnębieni i młodzi i starzy.

I tak cały czas w nieodzowny biegu za zarobkiem
Biegły tygodnie i miesiące,noce i dnie
 
Z krótką chwilą odpoczynku
 
I powracali do codziennych kłopotów.

Aż nagle wszystko zginęło i przepadło.
Spadła na nas i ziemia, i niebo,
Ludzie biegali w zabójczej panice
Matki z niemowlętami na rękach
W śmiertelnym strachu krzyczały:”Pali się!”.
Ryki pozostały puste,mroczne.

Żydów z miasteczka pognano do komór gazowych.
Nie pozostał nikt,żaden brat,żaden kuzyn.
Ryki,nasze drogie miasteczko zniszczone,zniszczone,zniszczone.
Świat milczał i obojętnie się przyglądał,
I nie chciał słyszeć wezwań z gett.

Noszę w sercu swą zamordowaną mamę
Ryfkę-Hicel,córkę Abramka
,omotaną strachem;
Icyka,Izraela-Bera,Herszla,Isaschara –moich braci,
Moja małą kochaną siostrzyczkę Frajde,
Wujków i ciocie z rodziny Anglister i Tajchman.

Moje usta szepczą modlitwy strachu,
Który oni przeżywali w ostatnich minutach,
Zanim ziemia nasiąkła ich krwią.

Widziałam już pół świata,
Ale Ryki,mój dom i jego męczenników mam ciagle przed oczyma.
Rodzice,siostry,bracia,kuzyn i sąsiad...
Wszystkich ich opłakuję i lamentuję załamując ręce.

 


Comments